Mów szeptem jeśli mówisz o miłości- Cz.11

przez , 04.paź.2014, w Bez kategorii

pol_pm_Fototapeta-para-w-lozku-2-22311_1[1]

“You’re a total freak. But you’re my freak.”

________________________________________________________________________

Słońce nieśmiało przedzierało się przez okna, jakby  pytając czy już czas. A ja wpatrywałam się w niego, nawet we śnie miał ten swój psotliwy uśmiech na ustach, jednym słowem był cudowny. Mogłabym się w niego wpatrywać godzinami i szczerze mówiąc to właśnie robiłam; gapiłam się na niego przez pół nocy. Wczoraj, gdy przyszedł taki pijany miałam ochotę strzelić go w twarz, wykrzyczeć milion nieprzychylnych epitetów na jego temat, ale coś mnie powstrzymywało. Gdy powiedziałam, że go kocham, tak naprawdę nie byłam tego taka pewna, ale teraz leżąc u jego boku; dotarło to do mnie z całą tego świadomością. To wszechobecne uczucie radości, ale również lekkie ukucie niepokoju; to które towarzyszyło mi zawsze. Uczucie, że nic nie trwa wiecznie. Właśnie taka byłam; nie umiałam cieszyć się chwilą, zawsze widziałam jakieś ciemne strony sytuacji i z własnego doświadczenia wiedziałam, że takie cudowne chwile zawsze kończą się cierpieniem i nie umiałam o tym nie myśleć. Nie byłam naiwną dziewczynką, która myśli że gdy książę z bajki nareszcie się znalazł, to teraz będzie już tylko bajka. Wszystkie te historie nie bez powodu kończą się na ” żyli długo i szczęśliwie”, ale nikt nigdy nie powiedział, że razem. Ale z Christian’em będzie inaczej, postaram się cieszyć się chwilą i łapać te ulotne momenty radości. Z tą myślą wtuliłam się w niego niczym w ostatnią deskę radości, zaciągnęłam się jego zapachem i momentalnie się skrzywiłam. Niestety nie mogę powiedzieć, że pachniał fiołkami czy czymś w tym rodzaju; pachniał jak normalny facet po nocy z kieliszkiem w ręku. ”Będzie kac” pomyślałam. Pocałowałam go delikatnie w usta, a on tylko wymruczał coś przez sen.

-Czas wstawać-Powiedziałam, jednocześnie dmuchając mu w kark. Przebudził się, ale tylko obrócił się na drugą stronę mrucząc coś w rodzaju „Cinco minutos más, mamá” mój hiszpański nie był doskonały, ale wyłapałam nasze sławne „Jeszcze pięć minutek, mamo”. Przewróciłam oczami i zebrałam w sobie wszystkie hiszpańskie słówka jakie znałam

-Cariño, no estás en su madre- Z pewnością swoim hiszpańskim to ja się nie popisałam, ale powoli zaczął budzić się do życia, powoli odwrócił się w moją stronę i zrobić wielkie oczy. Widać było, że nic nie pamiętał, a jego zdezoriętowana mina przyprawiła mnie o wybuch śmiechu. Ma za swoje!

-Co ja tu robię?- zapytał już w po angielsku. Patrzył na mnie spojrzeniem wyrażającym tysiąc wątpliwość, jasne było że zupełnie nic nie pamięta. Hm… a co gdyby…?

- Nie pamiętasz?- zapytałam głaszcząc go po głowie.  Był coraz bardziej przerażony, a mnie zrobiło się go najzwyczajniej w świecie szkoda, a do mnie dotarło, że on mnie nie chce, wczoraj przyszedł tu pijany, więc nic z tego co się wczoraj wydarzyło nie miało znaczenia. -Spokojnie, nic się między nami nie wydarzyło. Powiedzmy, że mało brakowało, ale prawie na mnie zwymiotowałeś. I w sumie to nawet dobrze, bo rozumiem że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. – Spojrzał na mnie z ulgą w oczach, a ja zaczęłam wstawać, mój cudowny miłosny nastrój uleciał gdzieś w przestrzeń. Ale on złapał mnie za rękę wciągając na siebie.

-Martyna, to nie tak… Ja po prostu… Jeśli już miałoby się coś między nami wydarzyć to chciałbym to pamiętać.- Patrzył mi się prosto w oczy, ale ja nie potrafiłam mu uwierzyć.- I nie, nie mówię Ci tego, bo tak wypada, tylko dlatego że naprawdę tak myślę, bo widzisz wczoraj gdy powiedziałaś mi, że mnie kochasz byłem w szoku, nie wiedziałem co odpowiedzieć. Chodziłem za Tobą, starałem się o Ciebie, ale Ty byłam taka nieugięta, taka zimna i tak naprawdę nie przyszło mi do głowy, że możesz odwzajemnić moje uczucia i gdy powiedziałaś, że mnie  kochasz nie dotarło to do mnie, ale tak naprawdę to jestem w Tobie szczerze, gleboko, całkowicie i szaleńczo zakochany. A jeśli dalej mi nie wierzysz, to ja już nie mam pojęcia co robić, bo nie jestem zbyt dobry w wyrazaniu swoich uczuć, nie jestem ideałem, prawdopodobnie…- Nie docierało do mnie to co powiedział  i chciałam, żeby chociaż na chwilę się uciszył.

-Zamknij się!- ton mojego głosu był nieco ostry, ale uśmiech na twarzy chyba wystarczająco wyrazał poziom mojego szczęścia. -Powtórz to- poprosiłam. A Christian nawet w takiej chwili nie potrafił być poważny.

-A którą część dokładnie?- wyszczerzył swoje zęby w uśmiechu, ale po chwili dodał. -Kocham Cię.- powiedział a w moim sercu wybuchł wulkan przeraźliwego szczęścia, czułam jak moja twarz zaczyna robić się mokra, a obraz Christian’a zaczyna się zamazywać. -Czemu płaczesz?- Zapytał mnie szczerze zmartwionym głosem, a do mnie dopiero wtedy dotarło, że pierwszy raz w życiu byłam tak bardzo szczęśliwa, że nie potrafiłam sobie z tym poradzić i łzy spływały po moich policzkach. Szczery uśmiech pojawił się na mojej twarzy i zaczęłam go całować. Pocałunkiem delikatnym, słodkim i przepełnionym miłością. Po chwili już jedynie tuliłam się do niego, a on głaskał mnie po głowie.

-Jesteś chyba jedną z najbardziej skomplikowanych osób jakie znam, z pozoru wydajesz się zimna i niedostępna, ale w środku gdzieś w Tobie jest ukryta Twoja prawdziwa natura; jesteś ciepła i wrażliwa, po prostu cudowna.

___________________________________________

Jejku, nie wiem ale jakoś nie pasuje mi ta część zupełnie… ;/ i w sumie nie wiem czy jest sens prowadzenia dalej tego bloga, czy zakończenia go już teraz…

11 komentarze więcej...

Pustka w myślach

przez , 03.paź.2014, w Bez kategorii

Kochani! Przeogromnie was przepraszam za tak długą nieobecność, ale moja wena gdzieś czmychnęła. Przez ostatnie kilka dni, staram się coś napisać, ale nic nie wychodzi spod moich palcy. W głowie mam jedną, wielką PUSTKĘ i nawet jeśli już zaczynam coś pisać to jest to jedna wielka masakra… Więc klikam BackSpace praktycznie po każdej literce, ogólnie to jestem wykończona; i psychicznie, i fizycznie. Śpię bardzo mało, bo mam strasznie dużo nauki ostatnimi czasy (i to tyle na temat ‚niskiego’ poziomu w angielskich szkołach) do tego postawiłam sobie wysoką poprzeczkę, bo zaczęła marzyć mi się medycyn na Cambridge ;), więc nauka to dla mnie priorytet w tym momencie. Dlatego nie wiem co będzie dalej z opowiadaniem, ale w 100% je skończę tylko nie wiem kiedy będzie następna część, może to być jutro ale równie dobrze za miesiąc- dlatego BŁAGAM Was o wybaczenie i cierpliwość.

czarna_truskawka

Zostaw komentarz więcej...

Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości- cz.10

przez , 15.wrz.2014, w Bez kategorii

images[4]

‚Pat­rzę na nią i wychwa­lam
słowa­mi, słuchając głosu ser­ca,
cza­sem błądzę między wierszami.

Pat­rzę na nią i tyl­ko marzę,
o chwi­lach z nią spędzonych,
o uczu­ciu, którym ją darzę.

Pat­rzę na nią i cier­pię męki,
gdyż wszys­tko to nie moje,
choć na wy­ciągnięcie ręki. ’

______________________________________________________________________________________

Widząc go, na początku chciałam zamknąć mu drzwi przed nosem, ale po chwili dotarło do mnie w jakim był stanie-bił się i zdecydowanie to nie on wygrał tą bitwę.

-Otworzyłaś, już myślałem…- Zamknął oczy i w tym samym momencie zachwiał się niebezpiecznie. Automatycznie wyciągnełam ręcę w jego stronę by go podtrzymać, ale on zrozumiał to nieco opatrznie. Złapał mnie mocno i przytulił, próbowałam się wyrwać, ale trzymał mnie nieustępliwe, głaszcząc po plecach, jakbym była jego największym skarbem.

-Christan’ie puść mnie… Niepotrzebnie tu przyszedłeś, jeszcze bardziej pokomplikujesz sprawy.- Moje słowa wywołały odwrotny efekt od zamierzanego, jego uścisk tylko się umocnił.

-Musimy zrobić ten projekt, pamiętasz?- powiedział tym pijackim bełkotem. On ledwo trzymający się na nogach, będący w stanie conajmniej złym,  chce robić PROJEKT?! Mimo mojego podłego nastroju o mało co nie wybuchnełam śmiechem, ale po chwili przypomniałam sobie, to co stało się wcześniej ,więc jeśli on mnnie nie kocha to ja muszę trzymać się od niego jak najdalej. Gwałtownie mój smutek przerodził się w piekielną wściekłość, że przychodzi tu nie wiadomo po co, pijany i w środku nocy. Za kogo on się niby uważa?!

-Christian, powiedziałam puść mnie, do cholery! Ja wyznałam Ci miłośc, a Ty mnie odrzuciłeś! Wygłupiłam się! Nie rozumiem po co tu przyszedłeś, żeby mnie bardziej ośmieszyć?! Sprawia Ci to jakąś pieprzoną satysfakcję? Lubisz zabawiać się dziewczynami, które coś do ciebie czują?! Ty mnie nie kochasz, to wszystko  co wiem, więc teraz puszczaj mnie i wynoś się z mojego domu.- Mój oddech przyspiesieszył, a uścisk Christian’a lekko się poluzował, ale jego spojrzenie przytrzymało mnie na miejscu. Jego oczy wpatrywały się w moje, jego spojrzenie wyrażało jakby musiał się powstrzymywać, powstrzymywać od czegoś co chce, lecz nie może zrobić. W moim wnętrzu  zaczęło się rodzić podniecenie a jego spojrzenie złagodniało. Jego ręka naparła na moje plecy, tak że teraz nasze ciała stykały się w każdym możliwym miejscu. Skóra przy skórze, serce przy sercu. Ta sama ręka, która przed chwilą zmusiła mnie do tak bliskiego kontaktu z Christian’em, teraz zjeżdżała w kierunku moich pośladków, a on dalej patrzył mi się w oczy; tak bardzo bezwstydnie, że wszystko we mnie budziło się do życia. Rozkwitałam, stając się Boginią.  Mój język, jakby poza moją wolą wysunął się, a ja nie wiedząc co z nim zrobić oblizałam swoje wargi. Wtedy Chtistian na nie spojrzał, spojrzeniem pożądliwym i głębokim. Pocałował je najpierw lekko, a później wessał się w nie z pasją, nawet większą niż pod jego domem. Jego język szalał w moich ustach, a ja byłam sparaliżowana. On brał- a ja się nie opierałam. Gdy jego język zaczął szaleć w moich ustach, nareszcie się obudziłam. Moje ręce, które były twardo oparte na jego klatce piersiowej  teraz zaczęły go masować. Jego ręka zataczała okręgi, ugniatając moje pośladki a  nasze pocałunki stały się jesze bardziej gorączkowe. Ostatnimi przebłyskami rozsądku zdołałam zaciągnć go w głąb domu, w trakcie kroków nie przerywając pocałunków.  Popchnęłam go na kanapę, siadając na nim okrakiem. Jego kasztanowe włosy były w cudownym nieładzie, a oczy iskrzyły w namiętności. Wyglądał niczym Bóg, Bóg leżący na mojej kanapie. Dosłownie zerwałam z niego T-shirt, po rzuceniu go na ziemie powróciłam do całowania jego cudownych, pełnych ust, które i tak po chwili znów musieliśmy rozłączyć. Ta chwila słodkiej tortury wywołała we mnie jeszcze większe podniecenie. Leżałam na nim pół naga, moja bluzka była gdzieś obok kanapy, nasze ciała były splątane w miłosnym uścisku. Moje dłonie tak bardzo spragnione jego ciała zaczęly rozpinać pasek jego spodnii, chciałam go mieć całego dla siebie. Christian wiedziony podobnym pragnieniem, sięgnął do zapięcia mojego stanika, który już chwile później leżał w nieznanej mi części salonu.

-Jesteś taka piękna.- powiedział wpatrując się we mnie przenikliwym wzrokiem,  przysuwając dłońmi po moich plecach. Znów przylgnęłam do niego, całując go w dzikim szale namiętności. Nasze ruchy były przepełnione dziką żądzą, w pośpiechu badaliśmy swoje ciała. Jego wargi wręcz wessały się w moją szyję, a z moich ust wyrwał się jęk rozkoszy. Nagle wylądowałam pod Christian’em- jego dłonie dotykały moich piersi, a usta czule pieściły szyję. Ssunęłam piętami jego spodnie, które jak wszystkie nasze ubranie wylądowały pod łóżkiem. Oderwał swoje usta od mojej szyi, a w jego oczach pojawiły się te psotne iskierki.

-Hmm nie sądzisz, że to troszkę nie fair?- Spojrzałam na niego lekko zamroczona, o czym on do cholery mówił?- Mówię o Twoich spodniach, głuptasku.- Zaserwował mi uśmiech w stylu, „te kobiety”.

-To je zdejmij- powiedziałam znów desperacko całując jego wargi. Poczułam, że próbuje je ze mnie zdjąć, ale nie mógł. Czułam jak się uśmiecha, a później znowu odrywa swoje wargi od moich.

-Hm myślę, że będziemy musieli wstać.- Poderwał się, podając mi rękę. Wyglądał onieśmielająco, z tym swoim tajemniczym uśmiechem, rumieńcem na twarzy i w samych bokserkach. Tylko mój. Nie dał mi się napoić swoim widokiem, bo poderwał mnie i od razu padł na kolana, całując mnie po brzuchu. Po kilku sekundach moje spodnie leżały na ziemi, a on sam wpatrywał mi się w oczy.

-Zanim cię pocałuję, powiedz gdzie jest twoja sypialnia, bo  nie chce się z tobą kochać, na kanapie w salonie.- Jego oczy były zamglone, pożerające każdy zakamarek mojego ciała.

-To my będziemy się kochać?- Chciałam się z nim podroczyć i mi się udało, ale on klepnął mnie lekko w pośladki.

-Prowadź, kochanie- powiedział proszącym głosem, a ja wzięłam jego rękę prowadząc nas w głąb domu.

_________________________________________________________________________

Kochani, uwielbiam Was! Po prostu kocham! Ilość wejść rośnie w zastraszającym tempie, a i komentarzy było dużo więcej niż prosiłam. DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ! I przepraszam Was, że nie dodałam części wczoraj, kiedy wbiło 10 komentarzy, ale byłam w Blackpool i skakałam na skycoasterze, gdy wróciłam do domu to jedyne o czym marzyłam to SPAĆ ;). Mam nadzieję, że wybaczycie i tym razem proszę was o równie 15 komentarzy, dacie radę? ;)

P.S Mają się kochać czy nie? Bo nie mogę się zdecydować…

Wasza. czarna truskawka

23 komentarze więcej...

Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości. – cz.9

przez , 12.wrz.2014, w Miłosne

2ac7c79a00200f914e68f1f8[1]

„Cichy szał splecionych ciał bez podtekstu i bez tła..
Jutro tak w tłumie dnia ze swych oczu zginą.
Nigdy nie zapomną, choć nawet nie znają swoich imion.”

_________________________________________________________________

Stał tak chwile, wpatrując się  we mnie.

-Ty.. Kochasz mnie?- Uśmiech na mojej twarzy, zaczął przeradzać się ww coraz większe zwątpienie. Czułam jakby na moim sercu spoczął wielki głaz, czułam wielkie zażenowanie, że wyciągnełam tak daleko idące wnioski. Gdy on mówił jedynie o całowaniu mnie, ja założyłam, że czuje do mnie coś więcej, a przecież jedno nie musi oznaczać drugiego. Nieproszone łzy pojawiły się w moich oczach.

-Ja… przepraszam.- Z za przeszklonych oczu widziałam jego twarz, ciągle tak blisko, ale wydawało się jakby była tysiące kilometrów dalej. Odwróciłam się do niego tyłem i ruszyłam drogą w stronę, z której przed chwilą przyszliśmy. Gdy tylko zniknął mi z oczu, pozwoliłam łzom swobodnie płynąć, dawałam ujście swojemu; rozżaleniu, zawstydzeniu i zranieniu. Mijałam ulice, którymi jakiś czas temu kroczyłam, jedynie z tą różnicą, że teraz nie było ze mną Christian’a.  Zawsze tak się kończyło, gdy zaczynało mi na czymś zależeć to popełniałam błąd i w taki czy inny sposób ruinowałam to. Za każdym razem, gdy pozwalałam dojść mojemu sercu do głosu kończyło się to jedną wielką porażką, więc teoretycznie powinnam się do tego przyzwyczaić. Ale tak nie było i za każdym, jednym razem bolało tak samo. Ale z Christian’em było jeszcze gorzej, bo po raz pierwszy w życiu przez jedną,  krótką chwile pozwoliłam sobie czuć każdą jedną emocje, popłynąć w nich. Nagle zauważyłam, że droga się skończyła „Musiałam zabłądzić” przemkneło mi przez myśl. Zupełnie nie poznawałam okolicy, wróciłam tą samą drogą, ale dalej nie miałam pojęcia w którą stronę iść. Po rozjerzeniu się skręciłam w lewo, ale okazało się to totalnym pudłem. Znów się wróciłam i tym razem skręciłam w prawo- tym razem okazało się że decyzja jest trafna. Zaczełam rozpoznawać  okolice i już wiedziałam, w którą stronę iść. To chwilowe zagubienie spowodowało jeszcze większy napływ łez. Musiała wyglądać okropnie, ale nie interesowało mnie to zupełnie. Mój stał był tak podly, że nie zauważałam ludzi wokół. Szłam już przez moją ulicę, pośród tak dobrze znanych mi domów, ale jednak czułam się zupenie obco. Stanełam przed drzwiami mojego domu przeszukując wszystskie kieszenie w mojej torebce, w poszukiwaniu kluczy, ale nie mogłam ich znaleźć. Dopiero, gdy pomacałam kieszenie w moich spodniach natrafiłam na nie. „Biednemu to zawsze wiatr w oczy” Pomyślałam ponuro. Nie zdjełam nawet butów, tylko prosto poszłam do mojego pokoju. Rzuciałam się na łóżko i pogrążyłam się w otchłani rozpaczy.  W rzeczywistości wcale nie była to otchań, tylko dołek i nie rozpaczy lecz smutku, bo nie byłam jakąś zakochaną idiotką z romansu. „Teraz  Christian powinien przyjść pod moje okno i zacząć wygrywać mi syrynady”, ale jak na złość w całym  domu panowała  głucha cisza…

Szłam przez wielki las, pełen pięknych, soczyście zielonych drzew, pod moimi stopami mogłam poczuć aksamitną trawę. Słowiki śpiewały gdzieś wysoko, a ja słuchana w ich śpiew przystanełam. Słuchałam tego cudownego trelu ptaków, gdy nagle gdzieś w oddali usłyszałam głośny, potężny huk. Przerażona, zebrałam się do biego, ale nagle ścieżka zaczęła usuwać mi się spod stóp, a  kontury drzew rozmazywać.

Otworzyłam oczy, a ten cudowny las zniknął, byłam w swojej sypialni skąpanej w świetle wschodzącego słońca, 4:27. Wzdechnęłam przewracając się na drugi bok starając się zasnąć, ale wtedy ponownie usłyszałam ten sam huk, jednoczenie  uświadamiając sobie, że ktoś wali do drzwi.

-Martyna, wiem że tam jesteś. OTWÓRZ!- Rozpoznałam głos Christian’a, ale był jakiś zniekształcony, zerwałam się  z łóżka i zbiegłam po schodach i zamaszycie otworzyłam drzwi. I oto on: mój książe bajki, pijany tak bardzo że nie był w stanie utrzymać się na nogach,  z twarzą we krwi i ubraniem w strzępach.

_____________________________________________

Powracam! Co prawda, z bardzo krótkim wpisem, ale zawsze. Widząc ponad 5000 (!!!) wyświetleń, postanowiłam na chwilę olać rodzinkę ;), bo Wy, osoby poświęcające czas na czytanie mojego bloga również jesteście dla mnie rodziną :). Dlatego, bardzo was proszę o zostawianie komentarzy: Waszych ocen i porad. Naprawdę każda opinia, jest dla mnie na wagę złota. Jestem nowicjuszem w kwestii opowiadań, a kogo mogłabym prosić o pomoc jeśli nie Was? Dlatego to w Waszych rękach zostawiam kiedy mam wstawić część 10, jako że to cz. 10 wstawię ją gdy pod tą będzie 10 komentarzy.

Wasza, Czarnatruskawka

15 komentarze więcej...

Informacja

przez , 23.lip.2014, w Bez kategorii

Kochani, dzisiaj jadę na urlop, na 1,5 miesiąca i z racji tego nie wiem jaka będzie częstotliwość wpisów, z pewnością nie będą dodawane one tak regularnie jak teraz. Postaram się je dodawać jak najczęściej będę w stanie, ale jednak chciałabym trochę relaksu, czasu z rodziną dlatego bardzo was przepraszam i mam nadzieję, że to zrozumiecie. Myślę, że czwartkowy wpis będzie o czasie, ale nic nie obiecuje.  Przepraszam was za wszelkie utrudnienia i mam nadzieję, że zrozumiecie. Z regularnymi wpisami powrócę w połowie września. ;)

Słoneczna, czarnatruskawka ;)

4 komentarze więcej...

„Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości.” Cz.8

przez , 22.lip.2014, w Miłosne

„Delikatny płomień przemija
w nieszczęściu
i kiedy nasze serca się spotykają
Wiem, że widzisz

Nie chcę się bać,
Nie chcę umierać za każdym razem gdy próbuje odetchnąć
Jestem zmęczona tym odrętwieniem”

______________________________________________________________________________________

Mój własny jęk obudził mnie z transu, „O Boże, co ja wyrabiam?!” pomyślałam. Czułam na sobie dłonie, usta i język Christian’a. Czułam pulsujące pożądanie wewnątrz mnie, coś co narastało i coś czego nigdy wcześniej nie czułam. Coś co pochodziło z głębi mnie. Ta część mojej natury, szczera i nie zważająca na nic poza chwilą obecną chciała oddawać jego pocałunki z taką samą pasją jak wcześniej, ale ta rozważniejsza część wiedziała, że robię źle, że będę tego żałowała i to ona zwyciężyła. Odepchnęłam Christian’a o mało co nie spadając na ziemię, zamrugał zamroczony. W jego oczach widoczne było pożądanie, wiedziałam, że to samo mógł zobaczyć w moich. Jego poczochrane włosy, świadczyły o bytności moich dłoni, o tym jak bardzo zatraciłam się w zwierzęcych instynktach. Poprawiłam moje włosy, ale nic nie mogłam zrobić z moimi zaróżowionymi policzkami, galaretowatymi kolanami i szalejąco bijącym sercem. Oboje oddychaliśmy ciężko, jakbyśmy właśnie przebiegli wyczerpujący maraton. Czułam się zmieszana, nie miałam pojęcia co zrobić lub powiedzieć, jeszcze nigdy w moim życiu nie czułam takiego mocnego pragnienia zapadnięcie się pod ziemię lub po prostu rozpłynięcia się w powietrzu. Ale chłopak o kasztanowych włosach jak zwykle odgadł moje myśli i  wyrwał mnie z opresji.

-Powinien przeprosić…

-Powinieneś.- Przerwałam mu, byłam zła. Nie, nie na niego. Byłam wściekła na siebie, że nad sobą nie zapanowałam, że dałam się ponieść, że popełniłam tak niewyobrażalny błąd.  Gdy tylko moje słowa zabrzmiały w powietrzu w jego niebieskich oczach pojawiły się ogniki. Nie, nie te co zawsze. To nie były iskierki niepohamowanej, chłopięcej radości wpisanej w jego naturę, tym razem były to ogniki wściekłości.

-Daj mi skończyć! Powiedziałem, że powinienem, ale nie mogę, bo wcale nie żałuję! Bo wiesz jaki naprawdę jestem?! Samolubny! Ponieważ zbliżyłem się do Ciebie mimo, że obiecałem Ci, że nie będę starał się Cię zdobyć! Wolałem pocałować Cię teraz niż spędzać przy Twoim boku kilka godzin lub dni i później żałować! Wolałem pocałować Cię właśnie tu i właśnie teraz i zdobyć tą  cząstkę szczęścia, niż spędzać przy Twoim boku czas wiedząc, że mogłem wykorzystać właśnie ten moment i rozważać co by się stało „gdyby..”. Bo taki właśnie jestem i nie mam zamiaru się zmieniać! I miałaś rację trzymając się ode mnie z daleka, ponieważ nie ma na świecie przeprosin, które zawarłyby jak bardzo nieodpowiedni jestem dla Ciebie!-  Ogniki w jego oczach zniknęły, oddychał ciężko a ja patrzyłam na niego z rozdziawioną buzią. Nie wiedziałam co powiedzieć i wtedy uderzyło mnie coś… Co gdyby nigdy się już do mnie nie odezwał? Skończył być tak bardzo dwuznaczny w każdym wypowiadanym słowie? Co gdyby nagle skończył interesować się mną w sposób, na który tak naprawdę nie zasługiwałam? Straciłabym go. I to w imię czego? W imię jakiegoś pieprzonego strachu przed zranieniem? I wtedy zrozumiałam, zrozumiałam, że to czego tak bardzo się obawiałam już się stało. Byłam w nim nieuchronnie zakochana. Cóż za ironia losu, gdy sama go odpychałam żeby się zniechęcił  sama zaczynałam lgnąć w jego kierunku. Teraz nie miałam już nic do stracenia, będę cierpieć czy go teraz odrzucę czy dam nam szanse i skończy się to jak we wszystkich związkach, ale chociaż spróbuję. Nie mogłam uwierzyć, że chłopak, którego znałam zaledwie dwa miesiące stał się powodem dla którego zaczęłam poddawać wszystko w wątpliwość…

-Rozumiem. -powiedział. -Po tym co się stało nie będziesz chciała ze mną rozmawiać. Obiecuję Ci, że już więcej mnie nie zobaczysz. Żegnaj, dziewczyno o złotych włosach.- Odwrócił się i postawił krok w stronę domu.

-Christian- Stanął w miejscu, spinając całe swoje ciało. Podeszłam do niego i złapałam go za dłoń, niemo prosząc, żeby się odwrócił. Zrobił to, widziałam w jego oczach, że nic nie rozumie, że jest totalnie zagubiony. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale znów mu przerwałam.- Jeśli Ty nie żałujesz, ja również nie żałuję.- Teraz z jego oczu mogłam odczytać już totalny szok.-Nie żałuję, że Cię poznałam.  Nie żałuję, że poznanie Cię sprawiło, że zaczęłam poddawać w wątpliwość wszystko co do tej pory uważałam za słuszne. I nawet teraz, gdy jedyne co miało dla mnie sens to nauka, to Ty sprawiłeś, że znów zaczęłam czuć, zaczęłam dostrzegać w życiu to co ważne, łapać te tak ulotne chwile i przestałam się bać.  Może nie zawsze robiłeś wszystko tak jak trzeba, ja też nie zawsze dokonywałam wyborów które były najlepsze, i ze wszystkich wybór jakie dokonałam ten może być najgorszy, ale nie żałuję, że się w Tobie zakochałam!  Nawet jeśli kiedyś uznamy, że to był błąd ja będę wiedziała, że w tamtej chwili to było jedyne czego pragnęłam i jedyne co było mi potrzebne do szczęścia. -Patrzył się na mnie jakbym mu właśnie oznajmiła, że jestem nimfą, smokiem z trzema głowami i Bogiem w jednym.- Kocham Cię, Christianie. -powtórzyłam.

_______________________________________________________________________________________

O MÓJ BOŻE! Wczoraj postanowiłam ustawić na stronie statystyki, ponieważ byłam ciekawa ile wejść ma ta strona. Szczerze mówiąc liczyłam na jakieś 200-500, ale wy mnie zaskoczyliście! Prawie 1200 wyświetleń w równe 10 dni. Brak mi słów! Kochani, UWIELBIAM WAS! Nie mam słów, żeby wyrazić jak bardzo wdzięczna jestem, może dla niektórych blogerów 1200 to niewiele, ale dla mnie to ogromna liczba. Świadomość, że tyle osób czyta to opowiadanie… Po prostu DZIĘKUJĘ!

2 komentarze więcej...

„Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości” Część 7

przez , 20.lip.2014, w Miłosne

„Nie myślałem i nie śniłem w mym życiu, że spot­kam w tak czys­tej for­mie tak gwałtowną żądzę i tak gorące i tęskne pożądanie. ”

_________________________________________________________________________________________________________________________

calujaca-sie-para-zakochanych-przycisnieta-do-muru-likely-pl-d6e5dc87[1]

Wracając do domu myślałam tylko o jednym- spotkaniu z Christian’em. Ale  wcale nie w  sposób, w który myślałam zawsze czyli „jak ja to przeżyje?”, tylko w sposób tak bardzo typowy dla dziewczyn- „W co ja się do cholery ubiorę?”. Byłam podekscytowana jakbym szła na randkę, dopiero pod drzwiami domu przypomniałam sobie, że powinnam trzymać dystans. „Miłość jest niebezpieczna, a Christian jest zagrożeniem i ty nie możesz o tym zapomnieć” powiedziałam sobie już po raz kolejny. W domu była pustka, mieszkałam tylko z mamą a ona dużo pracowała. Była cudowną matką, jak dla mnie najlepszą na świecie, była zawsze dla mnie żeby doradzić lub pomóc, jednocześnie zostawiając mi wolną rękę co do moich wyborów.  Już wyobrażam sobie co by powiedziała, gdyby dowiedziała się że idę do Christian’a „Przystojny? Podoba Ci się…?’i całe to „bla, bla, bla”. I co jej miałabym powiedzieć, że może i tak ale nie pozwolę się sobie zakochać? I to wcale nie dla planów, bo to tylko głupia wymówka, tylko z zupełnie innego i dla mnie bardziej ważniejszego powodu.

***

Trzymając kartkę z adresem Christian’a powoli docierałam do celu, ale tego co zobaczyłam zupełnie się nie spodziewałam. Po jego ubraniach widziałam, że do biednych to on nie należy, ale żeby aż tak?! Dla osób, które nie wiedzą w Anglii domy są w 96% z czerwonej cegły i jeśli chcesz taki kupić to są bardzo drogie… Ale jego dom nie był z czerwonej, angielskiej cegły, przypominał raczej jeden z tych domów w Holywood, biały gigant wyglądający jak wiktoriański zamek. Okna lśniły w słońcu, a przed domem stały trzy samochody, na moje niewprawne okno wyglądające na obrzydliwe drogie. Trawa dookoła była soczyście zielona, przystrzyżona jak przy linijce, wszystko było perfekcyjne. Od początku zauważyłam, że to jedna z lepszych dzielnic, ale nawet tutaj jego dom wyglądał kosmicznie, jak z innej bajki. Nagle wszystkie kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsce, jego pewność siebie, jego zachowanie, jego ubiór, styl bycia… Był po prostu chłopcem, który zawsze miał co chciał, był przeciwieństwem mnie.  Czułam jak dystans w stosunku do jego osoby zaczyna narastać we mnie niczym mur. Zaczęłam się cofać, „poproszę nauczyciela o zmianę grupy” pomyślałam, ale zanim postawiłam krok w stronę mojego domu zobaczyłam Christian’a i wiedziałam, że i on mnie zauważył. Nie było szansy na przemknięcie niezauważoną. Pomachał mi z uśmiechem na twarzy.

-Hej, co tu tak stoisz? Zapraszam w moje skromne progi.- O mało co nie pryhnełam na głos. ‚Skromne progi?’ powtórzyłam w myślach

-Christian, nie wiem czy to jest dobry pomysł.- zobaczyłam zaskoczenie na jego twarzy.

-Ale czemu?- Spytał. Wskazałam ręką na jego dom.

-To nie jest mój świat i nie chcę mieć z nim nic wspólnego.- Iskierki w jego oczach pokazywały, że wcale nie wziął sobie tego do serca.

-No i masz ci babo placek, widziałem już różne reakcje na moje pieniądze od krzyku radości, poprzez podziw i aż po wskakiwanie mi do łóżka, ale coś takiego…- Nie zdążył dokończyć, ponieważ mu przerwałam.

-I tu jest właśnie problem Christian, nie jestem taka jak inne dziewczyny, które znasz. Mi pieniądze nie imponują, wręcz przeciwnie są dla mnie przeszkodą. Przeszkodą, we wszystkim, gdy dwoje ludzi chce się związać… – dopiero, gdy te słowa zabrzmiały zorientowałam się jak ujęłam sprawę. Christian uśmiechnął się szeroko, z radością małego dziecka.

-Związać?- powtórzył.

- Nie to miałam na myśli…

-Cicho, pozwól mi się rozkoszować tą chwilą. Związać- powtórzył jeszcze raz- Oh mój Boże, może zdzielisz mnie za to po twarzy, albo co gorsza nigdy więcej się do mnie nie odezwiesz, ale to jedyne czego pragnę w tej chwili. – Zmarszczyłam brwi zdezorientowana.

-Christian, o czym Ty…- I wtedy już wiedziałam, widziałam to w jego oczach, w tym jak szedł w moją stronę. – Nie- powiedziałam słabo, ale nie cofnęłam się. Wiedziałam jak to się skończy, po prostu wiedziałam, ale mimo, że mój mózg nakazywał mi abym się cofnęła, że to jedyne co powinnam zrobić, ciało mówiło co innego. Stałam w miejscu, drżąc w oczekiwaniu. Nagle Christian zatrzymał się tuż przy mnie, mogłam poczuć bicie jego serca, oddech na twarzy i zobaczyć jego spojrzenie mimo tego  co powiedział wciąż pytające, a ja nie zrobiłam nic. Nie cofnęłam się. Wtedy poczułam jego dłoń na mojej talii, najpierw dotykającej mnie delikatnie , później przyciągającej mnie do niego. Poczułam jego ciało jeszcze dokładniej, serce przy sercu, udo przy udzie. Patrzyliśmy się sobie w oczy i wtedy zrobiłam coś czego robić nie powinnam. Nie mogłam powiedzieć, że to on pocałował mnie pierwszy, ja to zrobiłam. Wbrew wszystkiemu, wbrew swojej obietnicy przyłożyłam swoje wargi do jego. Przez chwile po prostu dotykaliśmy się ustami, ale po chwili nasze języki zawirowały w szaleńczym tańcu. To nie  był pocałunek przypominający muśniecie motyla, był to pocałunek przypominający spotkanie wulkanu z tornadem, gwałtowny i gorący. Nasze oddechy przyspieszyły, a dłonie Christian’a zawędrowały na moje pośladki, będąc tak samo niecierpliwe jak jego usta. Oparł mnie o drzewo stojące nieopodal, a ja już chwile póżniej oplatałam nogi wokół jego bioder, ocierał się o mnie a ja całowałam go z całą pasją jaką mogłam mu dać. Jego usta zawędrowały na moją szyje, a ja jęknęłam z rozkoszy.

__________________________________________________________________________

Dziękuję wszystkim za komentarze, wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy i mam nadzieję, że was nie zawiodę. ;) Pisząc ten rozdział czuję się trochę rozbita, ponieważ właśnie skończyłam oglądać film „Złodziejka książek” jak dla mnie jak najbardziej skłaniający do refleksji nad życiem. Jeszcze raz serdecznie wam dziękuję. :)

4 komentarze więcej...

„Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości” cz.6

przez , 18.lip.2014, w Miłosne

195634_zachod_slonca_morze_para_zakochani

„[...] przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu […[”

______________________________________________________________________

Idąc na chemie nie miałam pojęcia jak się właściwie zachować względem Christian’a, ale jak się okazało nauczyciel rozwiązał ten problem za mnie. Wszyscy tłoczyli się przy drzwiach, a ja nie miałam pojęcia co się dzieje.

-Witajcie, zapewne zastanawiacie się co się właśnie dzieje. Właśnie zaczynamy bardzo ważny projekt, projekt który będzie stanowi aż 50% waszej końcowej oceny, który będziecie wykonywać w parach. – Klasa momentalnie wybuchła, każdy zaczął ustalać z kim będzie w parze. Ja i Ally uśmiechnęłyśmy się do siebie na znak porozumienia. Wtedy nauczyciel podniósł rękę, nakazując cisze. -Pary zostały już ustalone. Na ostatniej lekcji sporządziłem plan. Teraz będę wymieniał wasze imiona, pokazując należące do was miejsce. Bille and Elliot zapraszam do pierwszej ławki, George i Elisha, Ally i Brandon.- Mało co nie zaśmiałam się w głos widząc minę Ally, Brandon był chłopakiem, w którym się podkochiwała od lat, to musiał być dla niej raj. – Ellie i Joe- kontynuował dalej, gdy usłyszałam moje imię, zaczęłam przysłuchiwać się nieco uważniej. – Martyna (a raczej Martina) i Christian- „Nosz szlag” pomyślałam, mieliśmy się trzymać od siebie z daleka a tutaj oczywiście musiał stworzyć z nas grupę. Widziałam jak Christian spogląda na mnie z lekkim uśmiechem wzruszając ramionami w geście „To nie moja wina”. Posłałam mu spojrzenie z serii „Zamknij się albo cię zabije” a on wybuchł niepohamowanym śmiechem przyciągając uwagę całej klasy.

-Christianie, może podzielisz się z nami co jest takie śmieszne?- Było widać, że próbuje się nie śmiać, ale średnio mu to wychodziło.

-Och w rzeczywistości to wcale nie jest takie śmieszne.- Powiedział patrząc na mnie. Nauczyciel tylko kiwnął głową i czytał dalej, a my skierowaliśmy się w stronę naszych nowych miejsc.

-Jednak wolę Cię w tym wydaniu. -Zaczął Christian. -Chociaż szkoda tych zgrabnych nóg.- Widziałam jak zerkał na moje nogi, tym razem szczelnie okryte jeansami.

-Czy ja naprawdę będę musiała z tobą siedzieć przez następnym rok?- jęknęłam. To było udawane, w rzeczywistości bardzo się cieszyłam, że jesteśmy na siebie skazani.

-Oj tam, wcale nie jestem taki zły, nie gryzę przecież. – Powiedział szczerząc się.

-A kto Cię tam wie? Kto wie ile już takich grzecznych dziewczynek jak ja pożarłeś?- O mój Boże co ja gadam?

-Zapewniam Ci, że żadnej. Ze mną jesteś bezpieczna, ale nie wiem czy ja jestem z Tobą. Jesteś niebezpieczna. – Spojrzałam na niego podnosząc jedną brew.

-O czym ty mówisz? -Zapytałam, naprawdę nie miałam pojęcia o co mu chodzi.

-Nie pytaj, w końcu nie jesteś mną zainteresowana.- W jego oczach znów pojawiły się te błyskające iskierki. Nie mogłam dociekać dalej, bo nauczyciel zaczął tłumaczyć detale naszego projektu. Jak się okazało mamy na niego dwa tygodnie i w ciągu tego dwóch tygodni jesteśmy skazani na siebie  w dosłownym tego słowa znaczeniu. Musimy się spotykać po szkole co najmniej co drugi dzień, co drugi dzień godzina dodatkowej nauki, godzina sam na sam Christianem. Spojrzałam na niego, jak zwykle szczerzył te swoje białe zęby. Swoją drogą byłam ciekawa ile wydawał na wybielanie.

-Ja ci chciałem dać spokój, ale nauczyciel postanowił inaczej. Teraz musimy ustalić, gdzie będziemy się spotykać, ja myślę że dom będzie najlepszy. Mój stoi otworem. -Dom? Serio?

-Nie wydaje mi się, żeby to był taki dobry pomysł. -powiedziałam z powątpieniem.

-Moim zdaniem to najlepsze wyjście, cisza, spokój i wszystkie materiały, których będziemy potrzebować.- Musiałam przyznać, miał rację. Nie mogła się sprzeczać.

-Okey, tylko że pójdziemy na kompromis. Jeden raz u mnie i raz u ciebie.- Wyciągnął rękę w moją stronę a ja podałam mu swoją. Poczułam jakiś prąd, to było dziwne i niespodziewane. Szybko zabrałam rękę i sięgnęłam po długopis, zobaczyłam że robi to samo

-Tu jest mój adres.- Powiedziałam, podając mu karteczkę tym razem uważając żeby nie dotknąć jego dłoni. On podał mi karteczkę z jego adresem i zaczęliśmy się zbierać.

-Dzisiaj u mnie. -powiedział i poszedł w głąb korytarza, zostawiając mnie z moimi szalejącymi myślami.

___________________________________________________________________________

Z tego rozdziału nie jestem zadowolona zupełnie…

 

5 komentarze więcej...

„Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości.” Cz.5

przez , 16.lip.2014, w Miłosne

432760_pozegnanie

„Roztapiasz się w mych dłoniach
Niczym płatki śniegu znikasz
Gdy mocno tulę w ramionach
Ty nieznanym wiatrem umykasz

Tak że nie sposób nasycić się tobą
Ma świtezianko w blasku księżyca

Dywanem ścielą się lilije u stóp twoich Białe lilije upięte w twych włosach

Nie umiem w żaden sposób Cię dogonić
I nie mogę przy sobie zatrzymać

Lecz zawsze znajdziesz mnie tam
Gdzie i ja niedostępny jestem.”

____________________________________________________________________________

„O mój Boże, w co ja się wpakowałam?” Pomyślałam przekraczając próg domu. Cały dzień rozważałam za i przeciw pójścia na tą kolacje, niestety ale jedynym wyjściem było pójść i dalej udawać pustą idiotkę. To było jedyne wyjście, żeby Christian dał mi spokój. Spojrzałam na zegarek: 18:30, nie miałam zbyt wiele czasu, przejrzałam zawartość mojej garderoby i miałam problem, nie nosiłam krótkich i wyzywających ubrań, bo to nie byłam ja. W końcu zdecydowałam się na zieloną tunikę, tunikę ledwo zakrywającą pośladki, bez leginsów, rajstop czy spodni. Włożyłam te same szpilki co rano i nałożyłam okropny, mocny makjaż. Wyglądałam strasznie; tanio i wulgarnie. Jeśli ten facet nie zniechęci się po czymś takim to się poddaje. Po drodze zastanawiałam się czy aby na pewno to wszystko to taki świetny pomysł, miałam wątpliwości. Gdy przekroczyła drzwi kawiarni od razu go zobaczyłam, wyglądał świetnie. Czarna koszulka podkreślała jego mięśnie, ciemnoniebieskie jeansy podkreślały to co powinny. Niebieskie oczy iskrzyły nieswornym blaskiem, uśmiech na jego twarzy dał mi znać, że mnie zauważył. Znów było widać, że ma ochotę wybuchnąć śmiechem, poczułam się głupio, miałam nieodpartą ochotę zawrócić do domu, ale zamiast tego pewnie ruszyłam w jego stronę. Już miałam rzucić się na niego i dać mu dwa mokre buziaki w oba policzki, ale mnie powstrzymał.

-Słuchaj, ja wiem co Ty próbujesz robić. Wiem, że wcale taka nie jesteś. Przestań udawać, jeśli to był Twój sposób na zniechęcenie mnie to pudło, nie udało się. Jeśli naprawdę chcesz, żebym dał Ci spokój wystarczy powiedzieć. Gwarantuję Ci, że wtedy po tym wieczorze nigdy więcej nie będę próbował się do Ciebie przystawiać. Dajmy sobie tylko ten jeden wieczór, a później idziemy w swoje strony. Będziemy jak kwiat jednej noc, tylko tyle.- Tymi słowami zupełnie zbił mnie z tropu, nie miałam pojęcia co powiedzieć. „Kwiat jednej nocy…” brzmiało mi w głowie. Jeden wieczór, jeden wieczór szczerości nic więcej. Mogłam się zgodzić, w końcu nic nie traciłam. Kiwnełam głową i szczerze się uśmiechnełam, moich normalnym uśmiechem, a nie tym pustej idiotki.

-Dobrze, jeden wieczór i tyle. -

-Jeden- powiedział ukazując przepiękne dołeczki w swoich policzkach. Usiadłam na przeciw niego a on mi się tylko przyglądał.

-Muszę przyznać, że mi ulżyło, że nie będę musiała udawać jakiegoś pustaka przez cały wieczór.- Zaczęłam. – Nie jest to zadanie dla mnie, to nie coś w czym czułam się dobrze.- Zaśmiał się szczerze i głośno.

-Ale całkiem nieźle wyglądałaś.- Tym razem to ja wybuchnełam śmiechem.

-Wiesz co, jednak cham z Ciebie.- Spojrzał na mnie z wyrzutem i prychnął.

-Ja tylko próbuję być miły, ale koniec żartów. Umieram z głodu, złóżmy zamówienia.- Kilka minut później stały przed nami nasze zamówienia, jego stek i moj kawałek ciasta.

-Super, że nie zamówiłam jakiejś sałaty, tylko normalne ciasto czekoladowe. – Powiedział nabierając na widelec kęs steka.

-Uwielbiam wszystko co słodkie, zdecydowanie bez czekolady bym nie przeżyła.

***

Gdy kelnerzy oznajmili nam, że zamykają lokal nie miałam ochoty wychodzić. Chciałam jeszcze z nim pobyć, był świetnym kompanem, mieliśmy tysiące wspólnych tematów, a wiedziałam że to nasze ostatnie spotkanie. Po krótkiej kłótnii kto zapłaci rachunek wyszliśmy na zimne, nocne powietrze. Po 5 minutach byliśmy przy moim domu Widziałam jak mi się przygląda.

-Naprawdę świetnie mi się z Tobą rozmawiało, gdyby to była standardowa randka teraz bym Cię pocałował.

-A to wogóle była randka?- Odpowiedziałam zaczepnie.

-No pewnie, że tak. Tylko szkoda, że pierwsza i ostatnia.- W sumie teraz też, tego żałowałam. Co kilka sekund musiałam sobie przypominać „Nie zapominaj, medycyna!”.

-Cóż, miło mi było Christianie.- Powiedziałam i przekroczyłam furtkę. Widziałam jak odchodzi, jak powoli znika w oddali. „Kwiat jednej nocy” przemkneło mi przez myśl i wtedy pomyślałam co by było, gdybym krzykneła jego imię pobiegła i padła mu w ramiona. Ale tego nie zrobiłam.

______________________________________________________________

Część piąta, nie mogę uwierzyć, że to tak szybko idzie. :)

3 komentarze więcej...

„Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości.” Cz.4

przez , 14.lip.2014, w Bez kategorii

156511_kobieta-jezioro-zachod-slonca[1]

„Is­tnieją dwa rodza­je ko­biet: bo­ginie i wycieraczki. ”

_______________________________________________________________

Całą fizykę czułam dreszcze na plecach, czułam jego spojrzenie. Gdy dzwonek zadzwonił, zaczełam kierować się w stronę wyjścia, razem ze wszystkimi innymi. Christian pojawił się koło mnie, chwilę później poczułam jego ramię przy swoim, w momencie kiedy tłum zaczął napierać. Teraz to poczułam, to książkowe napięcie. Spojrzałam na niego lekko zamroczona, na co on błysnął swoimi śnieżnobiałymi zębami w uśmiechu.

-Taka jest cena za ignorowanie mnie na fizyce.- Tym razem to on wprawił mnie w zdziwienie, a później odszedł.  Hm, interestujące. Ten chłopak zaczął mnie intrygować w sposób, którego nie chciałam. Christian był człowiekiem po którym można się spodziewać wszystkiego, poza tym instynkownie czułam, że mogłoby być międzynami coś więcej i właśnie tego się byłam. Christian był zagrożeniem, bo był kimś kto wzbudzał uczucia, kimś kto potencjalnie mógłby być kimś ważnym.

Wracając do domu, myślałam jak pozbyć się Christian’a. Co zrobić, żeby przestał się mną interesować i obyśliłam plan.

Następnego dnia przyszłam do szkoły w dość wysokich szpilkach i w sukience, która więcej odkrywała niż zakrywała. Jednym słowem wyglądałam jakby wybierała się na imprezę a nie do szkoły. Wchodząc do budynku czułam na sobie wzrok moich kolegów, zrobiłam z siebie całkiem niezłe przedstawienie i oto chodziło. Szłam przez korytarz pewnym krokiem, niektórzy ludzi odwracali się i patrzyli: jedni z głodem w oczach, a inni z zaskoczeniem. Powoli zaczęłam wątpić w swój pomysł, ale nie było już odwrotu. „Marsz na chemię! Trzymaj się planu!” Dopingowałam siebie w myślach. Usiadłam tam gdzie ostatnio siedziałam z Christian’em, krzyżując nogi w łydkach i starając się wyglądać ponętnie, ale chyba średnio mi to wychodziło. Ja dziewczyna, która bardziej ceni towarzystwo książek niż ludzi wyglądająca w ten sposób, to było dla mnie coś zupełnie nowego. Gdy Christian pojawił się w sali, w jego oczach pojawiło się zaskoczenie i to nie wcale to o pozytywnym wydźwieku. Bingo! Właśnie o to mi chodziło. Chwilę później zdołał się opanować i tym swoich powolnym krokiem podszedł do ławki. Poderwałam się szybko, całując go w oba policzki, a on skrzywił się, zdegustowany.

-Och, witaj Christianie!- Zaszczebiotałam- Jak cudownie cię widzieć, nie mogłam się doczekac, gdy przyjdziesz. -Udałam rozradowaną, a w głowie sama siebie przeklinałam za ten durny pomysł. Jego mina zmieniła się, widać było jak jego stosunek do mojej osoby zmienia się w tym samym tempie.

-Naprawdę? Wczoraj wydawałaś się… inna- To mówiąc znów się skrzywił, mierząc mnie od stóp do głow, zatrzymując spojrzenie na moich nogach. Przysunełam się nieco w jego strone, kładąc mu rękę na kolanie. Poczułam jak cały się spiął.

-Och Kochanie, jesteś taki słodki! Widzisz, chciałam Cię dzisiaj zaprosić na kolacje. Tylko Ty i ja. Sami. W moim domu.- Zrobiłam jednoznaczną minę,  sugerując o co mi chodzi. Wiedziałam, że się nie zgodzi, nie z kimś takim… Ale wtedy w jego oczach pojawiło się coś na kształt zrozumienia. I wcale się nie odsunął, wręcz przeciwnie, przysunął się jeszcze bardziej kładąc dłoń na moim ramieniu.

- Bardzo chętnie przyjdę.- W mojej głowie pojawił się mętlik, nie takiej reakcji oczekiwałam, nie byłam przygotowana na taką odpowiedź. Na kilka sekund wypadłam z roli, patrząc się na niego z rozdziawioną buzią. „Cholera! Cholera! Cholera! I co ja teraz mam zrobić?!”

-To może dzisiaj o 20? Ale zamiast do ciebie, wolałbym pójść do tej knajpki koło plaży.

-Dzisiaj?-Powtórzyłam zaskoczona. O mało co nie zaśmiał się na głos, dałam się złapać we własną płapkę.

-Mhm, dzisiaj.- odpowiedział niezrażony. Przypomniało mi się o mojej roli, o tym kogo miałam udawać.

-Och, to świetnie! Bardzo chętnie z Tobą pójdę. – Zaszczebiotałam znów. Uśmiechnął się tylko i zwrócił swój wzrok na nauczyciela, tym razem nie był tak bardzo skupiony, co chwila na mnie zerkał. Byłam zagubiona, nie wiedziałam co robić. W mojej głowie trwała burza, nie miałam jak się z tego wykręcić. Musiałam pójść. Gdy lekcja się skończyła, zaczeliśmy się zbierać do wyjścia. Otworzył mi drzwi i wyszliśmy.

-No to do zobaczenia wieczorem.- Powiedział.

______________________________________________

Rozdział czwarty. Jak zachowanie naszej bohaterki? Ja miałam niezły ubaw w trakcie pisania ;).

4 komentarze więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...

    Archiwum

    Wpisy, chronologicznie...